Zbigniew Herbert 1924 – 1998
Rondo de Gaulle’a

HERBERT[…]

wapno na domy i groby
wapno na pamięć

[…]

przed najazdem żywych
umarli schodzą głębiej
niżej

skarżą się nocą w rurach żalu
wychodzą ostrożnie
kropla po kropli

[…]

a na powierzchni spokój
płyty wapno na pamięć

na rogu alei żywych
i nowego świata
pod stukającym dumnie obcasem
wzbiera jak kretowisko
cmentarz tych którzy proszą
o pagórek pulchnej ziemi
o nikły znak znad powierzchni

Cmentarz warszawski, 1956

Cmentarz warszawski, wiersz pochodzący ze Struny światła, debiutanckiego tomiku Zbigniewa Herberta (1956r.), powstał w roku 1949. Nie jest to jedyne miejsce w spuściźnie poety, w którym mowa jest o Warszawie. Obraz stolicy – mniej lub bardziej wyraźnie zarysowany – wpisuje się w znaczące w tej poezji rozważanie o mieście w ogóle, o czym tak pisze Józef Maria Ruszar w książce Stróż brata swego: „Miasto jest ważnym motywem w twórczości Herberta, trzeba jednak mieć na uwadze to, że występuje w kilku rolach, nie licząc zwyczajnego przywołania konkretnych miast. (…) Motyw miasta utraconego (miasta, którego nie ma) funkcjonuje w dwóch postaciach, tzn. jest to zakordonny Lwów i zburzona Warszawa. (…) Warszawa (…) [przywołana zostaje] w wierszach: Czerwona chmura (SŚ), O Troi (SŚ), Cmentarz warszawski (SŚ), Prolog (N).”

Ponadto stolica pojawia się w mniej już ważnych kontekstach: jako miejsce wydarzeń kulturalnych (głównie wystaw plastycznych) omawianych przez Herberta w „Tygodniku Powszechnym”, „Przeglądzie Powszechnym” czy „Dziś i Jutro” (tu wspomniane zostają m.in. Zachęta czy Muzeum Narodowe) lub po prostu miejsce zamieszkania (niekiedy uciążliwe – to głównie w korespondencji prywatnej).

Cmentarz warszawski to właśnie obraz miasta, „którego nie ma” (Czerwona chmura) – metafora po powstańczej zburzonej Warszawy, stolicy zamienionej w wielką nekropolię. Aluzje do powstania warszawskiego są tu nader wyraźne, choćby we fragmencie, w którym mowa o „rurach” i „ostrożnym wychodzeniu”, co może odnosić się do powstańczych przepraw kanałami. Tym bardziej, że przecież w pobliżu przywołanego w wierszu – jako „róg alei żywych i nowego świata” – skrzyżowania Al. Jerozolimskich i ul. Nowy Świat znajdowało się (istniejące do dziś) wyjście z kanałów, którym wydostawali się powstańcy, wycofując się ze Starówki. O tych bolesnych wydarzeniach jednak nie chce się pamiętać – winny więc one ustąpić „przed najazdem żywych” i „pod stukającym dumnie obcasem”. Dlatego pamięć posypuje się wapnem (jak posypywano zwłoki w masowych grobach czy ruinach Warszawy – dla zapobieżenia rozprzestrzenianiu się chorób), w ten sposób niejako „sterylizując” ją z niewygodnych, niechcianych wspomnień. By właściwie rozumieć te słowa poety, trzeba wziąć pod uwagę kontekst czasu, w jakim wiersz powstał: najpóźniej z początkiem 1956 roku (wtedy bowiem rozpoczęto wydawanie Struny światła), a zatem przed październikową „odwilżą”. Pamięć o żołnierzach AK i powstańcach w istocie była wtedy usuwana „głębiej / niżej” – pod powierzchnię, na której panować miał oficjalny spokój PRL-owskiej rzeczywistości. Fakt ten podkreśla dodatkowo także typowo Herbertowska – a więc pełna gorzkiej ironii – aluzja do znajdującego się przy wspomnianym przecięciu ulic w czasach PRL-u budynku KC PZPR (dziś zamienionego na siedzibę warszawskiej giełdy), co było najpewniej w pełni czytelne dla odbiorców współczesnych poecie, znających codzienność Warszawy z czasów ukazania się jego debiutanckiego tomiku. Ironia kryje się także w kontrastowym zestawieniu określeń „aleja żywych” i „nowy świat”, z których pierwsze odnosi się do poległych AK-owców i powstańców warszawskich, drugie – do PRL-owskiego blichtru (gdyby chodziło jedynie o nazwę ulicy, pojawiłby się zapis „nowego światu”, nie „nowego świata”). Paradoksalnie więc to ci, co spoczywają pod „pulchną ziemią”, są bardziej żywi od stąpających po płytach na powierzchni… Tej prawdy – jak dowodzi podmiot liryczny – nie da się zagłuszyć – ona „wzbiera jak kretowisko”. Niemniej jej głos nie jest krzykiem, lecz jedynie prośbą (a więc odwołaniem się do dobrej woli tych, którzy chcą usłyszeć), i to prośbą o niewiele: „o pagórek” i „nikły znak”…

Rondo de Gaulle’a (z charakterystyczną palmą pośrodku), czyli skrzyżowanie Alej Jerozolimskich i ulicy Nowy Świat, to opisywany w wierszu „róg alei żywych i nowego świata”. To przy nim znajduje się dawny Dom Partii. Dom Partii (obecnie Centrum Bankowo-Finansowe „Nowy Świat”) mieści się przy ulicy Nowy Świat 6. Obiekt zbudowany został w latach 1948–1952 według projektu W. Kłyszewskiego, J. Mokrzyńskiego i E. Wierzbickiego na planie czworokąta z obligatoryjnych składek rozprowadzanych w postaci cegiełek. Budynek liczy 7 kondygnacji, posiada duży wewnętrzny dziedziniec, podjazd od Alej Jerozolimskich. Przez prawie 50 lat był obiektem, w którym podejmowano najważniejsze dla kraju decyzje, gdyż do stycznia 1990 roku mieściła się w nim siedziba Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Od 1991 roku znów podejmowano w nim bardzo ważne decyzje z punktu widzenia gospodarki kapitalistycznej, gdyż znajdowała się w nim siedziba Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Przed budynkiem stoi dziś pomnik generała de Gaulle’a.

Magdalena Cicha

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *