Władysław Szpilman 1911–2000
Ulica Gęsia

szpiman-pNa ten poranek zaplanowano, zgodnie z rozkazem, opróżnienie prowadzonego przez Korczaka sierocińca. […] Wytłumaczył sierotom, że mają powód do radości, bo jadą na wieś. […] Zarządził, by ubrały się świątecznie i tak ładnie wystrojone, w radosnym nastroju ustawiły się parami na dziedzińcu. Małą kolumnę prowadził SS-man, który jak każdy Niemiec lubił dzieci, a szczególnie te, które miał wkrótce wyprawić na tamten świat. Wyjątkowo spodobał mu się dwunastoletni chłopiec – skrzypek, który niósł swój instrument pod pachą. Rozkazał mu wyjść na czoło pochodu dzieci i grać. Tak też ruszyli w drogę. Gdy spotkałem ich na Gęsiej, dzieci, idąc, śpiewały chórem, rozpromienione, mały muzyk im przygrywał, a Korczak niósł na rękach dwoje najmłodszych, także uśmiechniętych, i opowiadał im coś zabawnego. Z pewnością jeszcze w komorze gazowej, gdy gaz dławił już dziecięce krtanie, a strach zajmował w sercach sierot miejsce radości i nadziei, Stary Doktor ostatnim wysiłkiem szeptał im: – To nic, dzieci! To nic… – by przynajmniej swym małym podopiecznym zaoszczędzić strachu przed przejściem z życia do śmierci.

Pianista, 2001

W1946 roku w wersji ocenzurowanej wydano książkę „Śmierć miasta” Władysława Szpilmana, opisującą sześć lat życia w ukryciu w okupowanej Warszawie. Pełna wersja tego samego tekstu pod tytułem „Pianista” ukazała się w Niemczech w 1998 roku z inicjatywy Wolfa Biermanna, słynnego niemieckiego poety i pieśniarza, także pochodzenia żydowskiego, który opatrzył książkę posłowiem. Tak rozpoczęła się jej międzynarodową kariera. W 1999 roku otrzymała tytuł Książki Roku dziennika „Los Angeles Times”. Pierwsze pełne polskie wydanie „Pianisty” miało miejsce w roku 2001. Natomiast w roku 2002 Roman Polański podjął się ekranizacji wspomnień Szpilmana. We wstępie do „Pianisty” syn Władysława Szpilmana, Andrzej powiedział: „Jeszcze do niedawna ojciec unikał rozmów związanych z jego przeżyciami w czasie wojny. Mimo to towarzyszyły mi one od dziecka: z tej książki, którą znalazłem w domowej bibliotece w wieku 12 lat, dowiedziałem się, dlaczego nie mam dziadków ze strony ojca i dlaczego u nas w domu nigdy się o tym nie wspominało. Wówczas pamiętnik ten pomógł mi w poznaniu nieznanej części naszej rodzinnej historii… I nadal nie mówiliśmy na ten temat. Może właśnie dlatego uszło mojej uwadze, że przeżycia ojca mogą dziś jeszcze kogoś zainteresować. O sensie wydania tej książki przekonał mnie mój przyjaciel, wielki niemiecki poeta Wolf Biermann, który uświadomił mi jej niezwykłą wartość dokumentalną. Żyję od wielu lat w Niemczech i dostrzegam stan bolesnego milczenia panującego między Żydami, Niemcami i Polakami. Mam nadzieję, że książka ta przyczyni się do zagojenia ciągle jeszcze otwartych ran”. „Najpiękniejsze w tej książce jest to – napisał Wojciech Orliński – że Szpilman nikogo nie próbuje udawać. Nie udaje twardziela ani bohatera. Nie wstydzi się płaczu, strachu, brudu, chwil załamania, próby samobójczej. Ilekroć pisze o swoim patriotyzmie, dodaje przepraszającą uwagę w rodzaju »nie chciałbym, żeby to zabrzmiało patetycznie«. Niezwykły jest też kontrast miedzy muzyką, odgrywającą w życiu Szpilmana tak ważną rolę, a opłakanymi warunkami jego egzystencji. Ukrywając się w zrujnowanej Warszawie zimą 1944/1945, Szpilman ratował się przed obłędem nieustannie przypominając sobie nuta po nucie wszystkie kompozycje, jakie kiedykolwiek grał. Nigdy nie zapomniał, że jest pianistą”. Warszawskie getto, z którego udaje się uciec Szpilmanowi, zostało utworzone w dzielnicy, w której przed wojną mieszkała przede wszystkim ludność żydowska. Przymusowo osiedlono tu tysiące Żydów, których od dzielnicy aryjskiej oddzielono trzymetrowej wysokości murem liczącym 16 km długości. Od północy ścianę getta tworzyły ulice Stawki i Żoliborska; od północnego wschodu – Bonifraterska i Tłomackie; od południowego wschodu – plac Żelaznej Bramy; od południa – Sienna i Złota, a od zachodu – Leszno i cmentarz żydowski. Kiedy wiosną 1943 roku Niemcy przystąpili do likwidacji getta, wybuchło tam powstanie, którego przywódcą został dwudziestoczteroletni Mordechaj Anielewicz. Powstańcy nie mieli najmniejszych szans na zwycięstwo. Po ich klęsce cała dzielnica została spalona. Janusz Korczak, pisarz, pedagog, działacz społeczny i lekarz, dyrektor Domu Sierot dla dzieci żydowskich, 6 sierpnia 1942 roku, mimo szansy opuszczenia getta, pozostał ze swoimi podopiecznymi i wraz z nimi zginął, wywieziony do obozu zagłady w Treblince.

no images were found

Ulica Gęsia (dziś Mordechaja Anielewicza) – początkowo droga narolna, od XVIII wieku ulica – zwana w latach 1770-1945 Gęsią. Od strony południowej zabudowana była domami drewnianymi, a od północy koszarami artylerii koronnej. Na początku XIX wieku wybudowano tu piekarnię wojskową. W okresie Królestwa Polskiego funkcjonowała fabryka sukna S. Fraenkla. W drugiej połowie XIX wieku Gęsią zamieszkiwała głównie ludność żydowska. W czasie wojny ulica znalazła się w obrębie getta, miały tu miejsce liczne masowe rozstrzeliwania. Zabudowa została zburzona. Po roku 1949 weszła w obręb osiedla Muranów Północ. Obecna nazwa ulicy pochodzi od nazwiska przywódcy powstania w getcie warszawskim, Mordechaja Anielewicza (1919–1943).

Katarzyna Wigurska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *