Waldemar Łysiak ur. 1944
Targowiska w Warszawie.

lysiakTo był letni dzień, koło południa, zajebisty gorąc. Bazar niby tramwaj, ścisk, że „gdyby nie panna Jola, nie byłoby gdzie palca wetknąć”. Baby w budkach wachlowały się, tym na ręczniaku pot kapał z cycków w gacie i dalej w pepegi, aż zaczęły zdejmować bluzki i prężyły się w halkach świeżych jak dworcowy ręcznik. Sery puchły, mięcho zarzucone workami gniło, flaczarki i „pyzy! gorące pyzyyy!” przekrzykiwały się bez sensu, czekając na kogoś z głodnym smakiem, ale komu chciałoby się wtranżalać pod taki upał? Interesy, owszem, tam farci się na okrągło. Dobrze wychodziły podkoszulki z amerykańską kminą na plecach i piersiach, kanty z rozszerzaną nogawką, skoki w kolorze wiśniowym i chusteczki na włosy obszyte po grecku blaszkami robiącymi za moniaki. W taką gorącość na Różyckim nie pije się monopolu, królowała herbatka w ćwierćflakonach z korkiem.

Dobry, 1990

Waldemar Łysiak jest rodowitym warszawiakiem i rodzinnemu miastu poświęcił dużo miejsca w twórczości. O Warszawie opowiedział w powieści „Dobry”. W latach 1969–1981 publikował „warszawskie artykuły” w tygodniku „Stolica”, w których prezentował stołeczne budowle, zapisywał nowinki, przedstawiał historycznych gości miasta oraz przypominał warszawskie legendy. W tomie „Napoleoniada” znalazły się jego historyczne prace varsavianistyczne. Warszawę współczesną pokazywał w stałej cotygodniowej rubryce „Poletko z bykiem” w „Stolicy”. „Dobry”, obok „Konkwisty” (1988) i „Najlepszego” (1992), składa się na Łysiakową „trylogię łotrzykowsko-heroiczną”. Powstawał w latach 1984-1986, a jego publikacja miała nastąpić w drugim obiegu. Łysiak zdecydował się jednak na wydawnictwo kanadyjskie i zaprosił do siebie jego przedstawiciela. Wtedy okazało się, że rękopis, maszynopis, kopie i teczka z notatkami zostały skradzione. W roku 1989 „nieznajomy dobroczyńca” zaproponował autorowi odkupienie „Dobrego”. Za dużą sumę Łysiak stał się ponownie właścicielem swojej powieści, która została opublikowana w 1990 roku. Jest to powieść współczesna. Tytułowy Dobry to PRL-owska Służba Bezpieczeństwa. Ale książka jest nie tylko o niej. Nasuwa się oczywiste skojarzenie ze „Złym” Tyrmanda. Tu też akcja toczy się w Warszawie (zamiast powojennej stolicy mamy lata 70.). Również w dużej mierze w środowisku tzw. półświatka przestępczego, a dokładnie kryminalnej warszawskiej Pragi (prasko-grochowsko-targówkowe imperium), w okolicach Brzeskiej, bazaru Różyckiego i komisariatu na Cyryla i Metodego. Pojawia się młodzieniec-karateka, który na własną rękę wymierza sprawiedliwość. Walorem utworu są duże partie tekstu pisane (stylizowane) gwarą marginesu przestępczego. Beletrystyczni prascy kryminaliści komunikują się w powieści tzw. kminą, czyli językiem środowiska przestępczego. Ponoć sami „ludzie z branży” nie mogli nadziwić się autentyczności brzmienia owej powieściowej narracji. Bazar Różyckiego jest stałym targowiskiem na Pradze, przy ulicy Targowej. Założył go J. Różycki, drogista warszawski, na początku XX wieku. Olgierd Budrewicz w swoim „Słowniku Warszawskim” przytacza następującą anegdotę o bazarze Różyckiego: „Przyjechali przed laty do Warszawy dwaj młodzi Szwedzi. Chcieli koniecznie dowiedzieć się czegoś o naszej przedmiejskiej egzotyce. Zaproponowałem im spacer na »Różycczaka «. Ale uprzedzałem, że tam operują najświetniejsi stołeczni kieszonkowcy, że pieniądze i dokumenty powinni zostawić w hotelu. Spotkaliśmy się ponownie następnego dnia, zapytałem, jak było na bazarze. »Ach, wspaniale! Jacy ciekawi ludzie! Jacy serdeczni!« I – prawie jednym tchem: »Takich złodziejskich artystów nie spotkaliśmy ani w Brazylii, ani na Bliskim czy Dalekim Wschodzie. Oni wyciągnęli nam dolary i żaden z nas tego nie zauważył. Poprzecinali żyletkami kieszenie wiatrówek i spodnie. To prawdziwa sztuka! Nie żałujemy tych pieniędzy«”. Podobne historie, choć czasem zupełnie nieprawdopodobne, odnajdziemy również w powieści dokumentalnej Piotra Kuleszy „Niebieski syfon. Z dziejów bazaru Różyckiego” (Warszawa 2004). O zakupach na „ciuchach” opowiada w „Z głowy” Głowacki: „Ciuchy to było targowisko ubrań przysyłanych z Zachodu w paczkach. Władze je niechętnie, ale tolerowały, tyle że przerzucając od czasu do czasu z dalekiego Grochowa gdzieś jeszcze dalej. Byle jak najdalej od centrum, żeby nie psuły postępowego krajobrazu. Na ciuchach przewalały się tłumy. I tam właśnie nabierała szyku młodzież, a i kwiat warszawskiej inteligencji. Najbardziej poszukiwane były amerykańskie kurtki lotnicze, wysłużone na wojnie w Korei. I taką jedną, z naszywką: J. Henderson Jr., udało mi się kupić. Na ciuchach można się było dodatkowo napchać gorącymi pyzami, przegrać parę złotych w miasto, w fart albo trzy karty, albo dać się ogólnie okraść. Bo pracowała tam pierwsza liga złodziei z Targowej, Brzeskiej i Ząbkowskiej”.

Targowiska w Warszawie. Na początku targowano w osadach: Targowa, Solec i Bródno, potem na rynkach Starego i Nowego Miasta. Od XVI wieku w różnych częściach miasta tworzyły się targowiska ogólne i specjalistyczne, na przykład w miejscu obecnego placu Zamkowego (targowisko ogólne). Na Szerokim Dunaju handlowano rybami, na obecnej Królewskiej końmi. Największe targowisko w końcu XVIII wieku zwane było Za Żelazną Bramą. W XIX wieku koło obecnej ulicy Pankiewicza istniało targowisko wełny strzyżonej. W 1837 roku targowiska Warszawy i Pragi podzielone zostały na kilka tzw. obrębów, które miały ustalone miejsce zaopatrywania się w towar, stałych dostawców i rodzaj sprzedawanych towarów. Targowisko praskie zaopatrywało w żywność Warszawę i inne miasta polskie. Było również miejscem eksportu: spędzano tu bydło z Ukrainy, ze wschodu przywożono zboże i drewno. W 1841 roku przy targowisku Za Żelazną Bramą wybudowano dużą halę targową („Gościnny Dworzec”). Podobną wybudował pięć lat później S. Uruski na ruinach pałacu księcia de Nessau (Sewerynów). Przed I wojną światową zmodernizowano targowiska warszawskie i wybudowano nowoczesne hale targowe (np. Hala Mirowska). Po II wojnie światowej obok niektórych targowisk dawnych pojawiły się nowe, które zaopatrywały Warszawę w różne artykuły żywnościowe. W roku 1980 targowisk i hal targowych było już 16. Najczęściej kupowano na bazarze Różyckiego, w Hali Mirowskiej, na bazarze przy ulicy Polnej, w Hali na Koszykach. Dużą popularnością cieszyły się także tzw. ciuchy w Rembertowie. Od początku lat 90. dominującym targowiskiem warszawskim stał się Stadion Dziesięciolecia, zwany Bazarem Europa.

Paweł Cieliczko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *