Stefan Wiechecki (Wiech) 1896–1979
Kina w Warszawie

WIECH2Dyrektor niedawno otwartego kina „Broadway” (Smocza 30) pan Hildebrand rwie włosy z głowy. Co dzień ma w poczekalni po pięćdziesięciu drabów, którzy siłą chcą się wedrzeć na widownię. Wczoraj musiał z rewolwerem w ręku odeprzeć atak tłuszczy. Aresztowani Moryc Fiszman (Gęsia 6) i Beniek Ceps (Nowolipki 69) przyznali się, że liczyli na brak rutyny u dyrekcji, jako że kino jest niedawno otwarte. Sformułowali to w słowach: – Nowe kino, to myśleliśmy, że dyrektor jest frajerem.

Zdradliwy zaganiacz, 1930

Kiedy „Kalendarz Warszawski” w roku 1948 zadał kilku pisarzom pytanie „Dlaczego właśnie Warszawa?”, Wiech odpowiedział ustami swego bohatera pana Piecyka: „Owszem, Kraków uważam i szanuję. Miasteczko nie za duże, ale w swoim rodzaju odpowiedzialne. Wszelkie uroczystości i odpusta narodowe najlepiej w Krakowie wychodzą, ale w Warszawie, uważa pan, się żyje…”. Stefan Wiechecki, w pisanych od 1929 r. felietonach, publikowanych na łamach warszawskiej prasy, stworzył kronikę obyczajową Warszawy. Najpierw Bródna, Targówka, Pelcowizny i wolskiego Kercelaka, potem całej odbudowywanej Warszawy. Wiechecki podpisywał się jako Wiech, bo – jak opowiada Tadeusz Wittlin – pseudonim Wiech miał być, według niego, najbardziej odpowiedni dla tematyki jego felietonów: „Wiech bowiem to rodzaj męski od słowa »wiecha« – sporego pęku liści, którym murarze wieńczą najwyższe piętro stawianego domu”. Głównym walorem felietonów Wiecheckiego był stylizowany na mowę warszawskiej ulicy język. (Terminem „wiech” językoznawcy określili warszawskie „odstępstwa od normy językowej”.) W książce „Jesteśmy w Warszawie” Wiechecki pisał: „Ktoś gdzieś napisał, że Warszawa nie ma swego własnego języka, regionalnej gwary, że uboższa jest pod tym względem od Berlina, Wiednia, a nawet naszego Lwowa, który z takim wdziękiem posługuje się oryginalną mową Szczepka i Tońka. To, co zwykliśmy uważać za język warszawskiej ulicy, nazwał ten ktoś gwarą złodziejską ze znaczną domieszką rusycyzmów. Czy tak jest naprawdę? Nie jestem lingwistą, nie posiadam żadnej legitymacji do zwalczania tego krzywdzącego poglądu za pomocą argumentów naukowych. Jednak jako warszawiak »z dziada pradziada «, osłuchany jako tako z mową warszawskiej ulicy, z barwnym dialektem Woli, Targówka, Starego Miasta, Ochoty, Powązek, zawleczonym do śródmieścia przez murarza, tapeciarza, szlifierza, rozwiezionym po najelegantszych dzielnicach dryndą wymownego »dzieliworka«, wykrzyczanym przez kwiaciarkę na rogu ulicy, muszę gorąco zaprotestować. Zachodzi tu jakieś nieporozumienie”. Wiechecki podjął się wyjaśnienia tego „nieporozumienia” i wkrótce jego język – jak pisze Piotr Kuncewicz – „stał się niemal synonimem Warszawy i w takiej właśnie roli był przywoływany przez Tuwima w „»Kwiatach polskich«”. Warszawa w felietonach Wiecheckiego istniała więc przede wszystkim w języku. Była to Warszawa murarza na budowie, szewca w warsztacie, stróża zamiatającego jezdnię, kucharek, kumoszek, rzeźników i zdunów, których wypowiedzi, spory i komentarze cytował pisarz ze znajomością gwary, używając zawodowych określeń i technicznych terminów typowych dla tych profesji, ratując w ten sposób resztki ginącego na zawsze folkloru warszawskiego. Tym „szemranym językiem” wypowiadał się Wiech niemal na każdy temat związany z jego ukochanym miastem. Ważną pozycją w twórczości Wiecha jest powieść Café „Pod Minogą”, której akcja toczy się w okupowanej stolicy, a jej bohaterowie potrafią okpić Niemców, bezradnych wobec warszawskich cwaniaczków. Wymienioną w tytule knajpę Wiechecki umieścił na rogu Zapiecka i Piwnej. Na podstawie książki w roku 1959 Bronisław Brok nakręcił film.

Kina w Warszawie. Pierwsze publiczne widowiska w Warszawie organizowali zagraniczni przedsiębiorcy. Stałe kina pojawiły się w Warszawie dopiero w 1903/1904 (np. kino bioskop braci A. i W. Krzemińskich). W roku 1905 kin było już kilkanaście i nazywano je mirażami, bioskopami, iluzjonami, kinematografami. Akompaniament muzyczny i funkcję „objaśniacza” – który komentował nieme filmy i imitował efekty dźwiękowe – wprowadzono w 1907 roku. Kina powstawały również w robotniczych dzielnicach miasta, na przedmieściach. W 1911 roku w Warszawie było już 30 kin. Większość znajdowała się w rękach prywatnych, pozostałe były własnością instytucji samorządowych i społecznych. Pierwsze kino dźwiękowe powstało w 1929 roku. W 1938 w Warszawie było już 69 stałych kin. Wielu właścicieli finansowało rodzimą produkcję filmową, licząc na powodzenie na ekranach stolicy i związane z tym zyski. We wrześniu 1939 kina warszawskie przerwały działalność i przekazały swoje sale Sekcji Ewakuacyjnej Stołecznego Komitetu Samopomocy Społecznej. Wiele z nich zostało zniszczonych, a pozostałe podporządkowano niemieckiej placówce powierniczej. 11 listopada 1939 roku władze okupacyjne uruchomiły pierwsze kino w Warszawie, a w grudniu pierwsze tylko dla publiczności niemieckiej – „Helgoland” (dawne „Palladium”). W 1940 roku wyświetlano repertuar propagandowy narzucony przez Niemców, w ramach tzw. małego sabotażu polskie podziemie prowadziło akcję antykinową (ostrzeżenia w prasie konspiracyjnej, satyryczne ulotki, zamachy gazowe i bombowe). Natomiast w 1944 roku podczas powstania warszawskiego przy ulicy Złotej uruchomiono kino „Palladium”, w którym wyświetlano kroniki „Warszawa walczy”. 15 stycznia 1945 roku rozpoczęło działalność kino „Syrena” (ul. Inżynierska) – pierwsze w wolnej stolicy, 2 kwietnia 1945 – „Polonia” (ul. Marszałkowska), potem kolejno otwarto: „Tęcza” (ul. Suzina), „Atlantic” (ul. Chmielna), „Stylowy”. Budowano również nowe obiekty i w roku 1960 Warszawa miała już 72 kina. W 1956 roku powstało panoramiczne kino „Śląsk”, a w 1970 przy ulicy Złotej kino z aparaturą stereofoniczną i największym w Polsce ekranem panoramicznym – „Relax”. Natomiast przy ulicy Marszałkowskiej rozpoczęło działalność stereoskopowe kino „Oka” – jedyne takie w kraju.

Katarzyna Wigurska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *