Marek Hłasko 1934–1969
Marymont

HLASKOUliczka była brudna, przycupnięta drewnianymi domkami, jak inne ulice Marymontu: błotniste i krzywe, tak jakby je ktoś pijanymi krokami wyznaczył. Parę anemicznych, zakurzonych drzewek, trochę cherlawej zieleni, połamane spróchniałe płotki, z których już dawno spełzła farba, sklep z warzywami i piwem, na rogu krzywa latarnia. To wszystko. Nawet nie można napisać, że bruk był wyboisty i dziurawy. Wcale go nie było. Podczas jesiennych deszczów ulica zamieniała się w czarną kałużę, po której puszczało się łódki zrobione z gazety.

Sonata marymoncka, 1982

„Był niemal bożyszczem i zarazem enfant terrible warszawskiego środowiska – napisał o Hłasce Piotr Kuncewicz – wsławionym różnymi drakami, osnuwającymi przede wszystkim popularną w swoim czasie knajpę »Kameralna« na ulicy Foksal”. Pierwsze uczucia do Warszawy młodziutki Marek wyraził, gdy po upadku powstania warszawskiego musiał wraz z matką opuścić miasto: „Myślę o swojej ukochanej Warszawie, co teraz leży w gruzach. Ale nad gruzami Warszawy furkoce polska chorągiew. Jestem warszawiakiem, mam 11 lat, chciałbym być lotnikiem i chodzić do szkoły. Nazywam się Marek Hłasko i będę należeć do zuchów”. Andrzej Czyżewski, kuzyn pisarza, odnajdzie w tym okresie źródło jego pisarstwa i swobodnego stosunku do życia: „Marek zostawił za sobą dzieciństwo, mieszkanie, które było domem, książki, zabawki, znajome ulice i podwórka. Opuszczał miejsce, gdzie czuł się u siebie. Zostawił to wszystko zniszczone i spalone. […] Być może z tego okresu wyniósł pogardę dla doczesności, dla gromadzenia rzeczy, spokojnego dorabiania się i oszczędzania”. Do Warszawy Hłasko wrócił w roku 1951 i zamieszkał z rodziną na Marymoncie, którego atmosferę odtworzył w swoim pierwszym dziele, powieści „Sonata marymoncka”. Ostateczna wersja utworu nie powstała w 1951 roku, choć już wtedy Hłasko wspominał o książce w listach do matki. Napisana w kilku wersjach, czytana i poprawiana przez Igora Newerlego, ostatecznie wydana zastała dopiero w 1982 roku. Pisarz bardzo starannie zacierał w niej ślady swoich wspomnień i przeżyć z dzieciństwa. Znający bardzo dobrze twórczość Hłaski Andrzej Czyżewski napisał: „Zafascynowany egzotyką przedmieść Warszawy, chcąc wzorem Newerlego napisać powieść o zwykłych ludziach, pragnął ukryć, że te barwne knajpiackie opowieści pisze młody człowiek wychowany na grzecznego chłopczyka, urodzony w inteligenckim domu, mieszkający w »dobrych« dzielnicach”. Agnieszka Osiecka wspomina Hłaskę: „Niekiedy wilkiem się nazywał. Lecz wilkiem nie był. Raczej chciał być. Gdy cały naród raźnie śpiewał – wolał zawyć…”. Leopold Tyrmand dodaje: „Odtwarzał Polskę zaplutą i straszliwą, nurzał ją w ohydach i w tym co nie do wytrzymania – i ciągle mu ta Polska wychodziła urzekająca w kinie. Cała w ciemnych, przetłuszczonych brudem, potem i udręką kolorach, nabrzmiała krzywdą i nieszczęściem, ale jakaś filmowa, nęcąca, modna”.

Marymont do początku XX wieku był odrębną miejscowością z obszernymi gmachami zajętymi przez koszary wojskowe. Stanowił niegdyś wieś, którą upodobała sobie Maria Kazimiera, żona Jana Sobieskiego, i tu na wzgórzu wzniosła pałacyk nazwany od jej imienia (Marie-mont). W 1916 roku Marymont został przyłączony do Warszawy jako część Żoliborza. Dzielnica pełna była w tym czasie młynów wodnych i wiatraków, warsztatów i fabryk, a także zabytkowych kamienic, które zniszczono podczas powstania warszawskiego. Po śmierci Marka Hłaski nazwano jego imieniem jedną z tamtejszych ulic.

Justyna Czechowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *