Leon Kruczkowski 1900–1962
Kabarety

LEOW roku dziewięćset osiemnastym.
W grudniu.
W Warszawie. Trzaskał mróz na Nowym
Świecie:
Ściął światła w złoty, chrupki lód (jak
wiecie…)
I skrząco ostrym łbem po murach dudnił.
Ach, tak – zimowe wieczory
warszawskie
W roku dziewięćset osiemnastym!…
Myślę,
Że wówczas słowa musiały być
wrzaskiem
Albo – poezją! W lodowatej Wiśle
Łuny Warszawy płonęły krwawicą,
Kiedy wasz okrzyk padł, jak pocisk
z łuku –
Wasz krzyk natchniony! Wasz krzyk
biegł ulicą
Tupotem prędkich stóp, tętniąc
po bruku!
„Pod Pikadorem” wieczory żarliwe
Podsłuchiwałem przez lustrzaną szybę –
Światła na oknach płonęły: kuliste,
mroźne róże…
(Byłem w śmiesznym, zbyt długim
szynelu – w mundurze.)
Znałem już dawniej sekret słów, słodycz
wierszy –
(W domu w Krakowie został: Tuwima
tom pierwszy…)
O smutku pięciu marek, – o, smutku
wieczora:
Jakżeście byli okrutni, poeci „Pikadora”!…

O kawiarni „Pod Pikadorem”
wspomnienie, 1927

Leon Kruczkowski zasłynął w dwudziestoleciu skandalizującym dla wielu „Kordianem i chamem”, w którym ostremu osądowi poddał mitologię polskiego romantyzmu. Zanim to jednak nastąpiło, zanim więc dojrzał sprzeciw autora zainspirowany ideami socjalizmu, pojawiła się fascynacja nową sztuką. To ją rekonstruuje Kruczkowski w cytowanym wspomnieniu – wierszu młodzieńczym, autobiograficznym. „Jesienią 1918 roku Leon Kruczkowski porzucił pierwszą posadę towaroznawcy-chemika w rafinerii nafty w Trzebini i na wybuch niepodległości odpowiedział ochotniczym zaciągnięciem się do wojska jednoczącej się Polski. Znalazł się w koszarach mokotowskich w Warszawie. Stąd wieczorami przemykał się na Nowy Świat” (S. W. Balicki) – „Pod Pikadora” właśnie. Lokal ów był pierwszym przystankiem dla późniejszej grupy „Skamandra”, wędrującej po warszawskich kawiarniach. W dniu otwarcia kawiarni ogłoszona została zapraszająca, ale i buntownicza odezwa pikadorczyków: „RODACY! Robotnicy, żołnierze, dzieci, starcy, ludzie, kobiety, inteligenci i pisarze dramatyczni! Dnia 29 listopada w piątek o godz. 9 wieczór otwiera się: Pierwsza Warszawska Kawiarnia Poetów »Pod Pikadorem« Nowy Świat nr 57. Sumienie młodej Warszawy artystycznej! Wielka Kwatera Główna Armii Zbawienia Polski od całej współczesnej literatury ojczystej. Codziennie od 9–11 wielki turniej poetów, muzyków i malarzy. Młodzi artyści warszawscy łączcie się!!!” (A. Słonimski). Pamiętny pierwszy wieczór „Pod Pikadorem” tak wspominał Jarosław Iwaszkiewicz: „Nastrój listopada 1918 roku był burzliwy, ludność chętnie wychodziła na ulicę, chętnie zawiązywała się w pochody i słuchała przygodnych mówców. Oczywiście, kawiarnia miała być całkiem »apolityczna«. Niemniej przeto sam pomysł mówienia wierszy przed tłumem, narzucania zebranemu w kawiarni warszawskiemu ludkowi słów prawdziwej poezji – a nie wątpiłem, że poezja »Pod Pikadorem « będzie prawdziwa – rozbudziły moją wyobraźnię”. „Prawdziwa poezja” oprócz recytacji własnych Tuwima, Słonimskiego, Lechonia, Iwaszkiewicza płynęła w ów wieczór z pamiętnych interpretacji „jedynaczki” „Pikadora” – Marii Morskiej. „A repertuar Morskiej był nie lada jaki: »Mochnacki« Lechonia, »Cudowny klown« Banville’a, »Statek pijany« Rimbauda, »Chrystus miasta« Tuwima przesuwały się kolejno, zmieniając się co tydzień” (J. Iwaszkiewicz). Antoni Słonimski dopowiada: „Wieczorem, w dniu otwarcia »Pikadora« zebrała się cała elita współczesnej Warszawy. Tej nocy zapuściliśmy pierwsze korzenie w ziemię tradycji literackiej w drzewo współczesnej poezji, ale bukiet kwiatów, które dojrzały, zasuszony na zawsze w naszych książkach, wiele ma pięknych barw i nieulotnych woni”. Bunt pikadorczyków, nieco cichszy od ówczesnych ekscesów futurystów, wyrażał się w hasłach cytowanej już odezwy: „Wolna estrada!!! Precz z Teatrem Rozmaitości […] Precz z tow. Zachęty Sztuk Pięknych! Niech żyje wejście za pięć marek »Pod Pikadora«! Niech żyje Komitet Wykonawczy Kawiarni Poetów!” (A. Słonimski). To te same pięć marek, o których wspominał patrzący na wszystko zza szyby Leon Kruczkowski. Ale „Pikador” był prócz kawiarni literackiej nade wszystko kabaretem.

Kabarety powstawały w Warszawie od początku XX wieku. Jednym z pierwszych, który na trwałe wpisał się w historię miasta, był „Momus”, otwarty 31 grudnia 1905 roku (działał do kwietnia 1911 r.), mieszczący się w restauracji „U Stępka” przy placu Teatralnym. Założycielem „Momusa” był Adolf Szyfman, w dwudziestoleciu międzywojennym długoletni dyrektor scen warszawskich, Teatru Polskiego i Teatru Małego. Teksty do „Momusa”, a były to różne formy – od satyry i kupletu, przez poezję liryczną i parodię, do piosenki, tworzył m.in. autor „Słówek”, Tadeusz Boy-Żeleński, na scenie występował oraz muzykę pisał, późniejszy wielki reżyser teatralny, Leon Schiller. Z kabaretem współpracował Artur Oppman (Or-Ot). Następnym z „niezapomnianych” był właśnie „Pikador” – pierwszy kabaret poetycki w Warszawie, który na początku 1919 roku z Nowego Światu przeniósł się niedaleko – do podziemi Hotelu Europejskiego (Krakowskie Przedmieście 13). Na oryginalność „Pikadora” złożyły się, oprócz wybitnej grupy twórców, dwie jeszcze rzeczy. „Jedyny ze wszystkich – powie życzliwy pikadorczykom-skamandrytom Boy – bliski był duchem »Zielonego Balonika«…”, krakowskiego kabaretu-legendy, jak się okazało w „Pikadorze”, wciąż żywej. Po drugie „Pikador” inicjował ów, nowy wówczas, sposób porozumienia artysty i widza, ich wzajemnych współistnień i flirtów, przy jednoczesnym zadbaniu o – ciągle unoszącego się w „oparach absurdu” – ducha modernistycznej cyganerii, która teraz pojednała się z filistrem. Były jeszcze w Warszawie: „Miraż”, „Czarny kot”, „Sfinks”, „Qui pro quo” (1919), „Cyrulik Warszawski” (1935), ale kabaret wolnej Polski zaczął się od „Pikadora”.

Paweł Kuciński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *