Joanna Chmielewska, ur. 1932 – Wyścigi Konne

CHMIELEWSKA_okDo końca życia nie zapomnę, jak był u nas miting międzynarodowy, siedziałam akurat w loży ówczesnego dyrektora. Dyrektor zerwał się z fotela pierwszy ze strasznym krzykiem „dawaj, Mietek!!!” Zaraz za nim zerwał się chyba minister rolnictwa, potem ci z Animexu, wszyscy się wbili w okno, grube byli przeważnie, więc mieścili się z trudnością i wszyscy zgodnie ryczeli pełną piersią „dawaj, Mietek!!!” Mełnicki wygrywał piątą gonitwę polskim koniem, zdobyliśmy pierwsze miejsce. Cały tor ryczał, chyba w Pyrach było słychać.

Wyścigi, 1992

Powieść „Wyścigi” ukazała się w roku 1992, rok później wyszła „Florencja, córka Diabła”. Joanna Chmielewska, która jest autorką kilkudziesięciu tomów prozy (obok kryminałów, także powieści dla młodzieży, poradników oraz pamiętników), poświęciła te dwa utwory ulubionej rozrywce – wyścigom konnym. Ponieważ krytycznie odniosła się do sposobu organizacji wyścigów na warszawskim Służewcu, przestała być dla ówczesnej dyrekcji miłym gościem. Błędy w zarządzaniu torem autorka szczegółowo opisała również na łamach „Gazety Wyborczej” oraz w „Autobiografii”. „Wyścigi” to kryminał z cechami powieści środowiskowej. Akcja toczy się na początku lat 90. XX wieku. Warszawski Służewiec jest w książce Chmielewskiej miejscem afer, układów i przestępstw, z morderstwem włącznie. Autorka, która jest znawczynią polskich wyścigów, a także od wielu lat odwiedza tory zagraniczne, wykorzystała okazję, by wytknąć wszelkie nieprawidłowości w funkcjonowaniu stołecznego hipodromu. Chmielewska wiernie odwzorowała topografię służewieckiego toru. Do intrygi wprowadziła też wiele postaci autentycznych, ukrytych najczęściej za pseudonimami. Warszawskie wyścigi są w jej powieści nie tylko siedliskiem zbrodni i matactw, ale i miejscem fascynującym, niepozbawionym lokalnego kolorytu. Autorka trafnie scharakteryzowała środowisko graczy, znane jej z autopsji. Przedstawiła ludzi, którzy powodowani wspólną namiętnością, wpatrują się jak zahipnotyzowani w stawkę galopujących rumaków i wykrzykują niezrozumiałe dla laika zwroty: „Koń bez wagi, proszę państwa, tu nie ma innego, Harcownik z Albańczykiem albo odwrotnie! – przekonywał pan Zdzisio z ogniem. – Trafiam dzisiaj kwintę!”. Warto podkreślić, że Joanna Chmielewska doskonale posługuje się gwarą wyścigową. Barwnych, soczystych wyrażeń typu: „grać górą”, „przyjść z miasta do miasta”, „kończyć ścianą”, czy „wyjechać konia” znajdziemy w „Wyścigach” bez liku. Warszawskie realia pojawiały się też w innych książkach autorki, np. w „Klinie” czy „Lesiu”. Joanna Chmielewska, krytykując służewiecką administrację, wyścigi jako rozrywkę zachwalała w „Autobiografii” następująco: „Życie bez namiętności jest w ogóle do bani, to po pierwsze, a po drugie akurat wyścigi mają mnóstwo zalet dodatkowych. Rozszalały gracz pół dnia spędza na świeżym powietrzu, bardzo zdrowo, do gry nikt go nie zmusza, nikt nie wyrywa mu siłą pieniędzy z kieszeni, w przeciwieństwie do takiej, na przykład, knajpy, gdzie musi coś zamówić, bo darmo siedzieć przy stoliku mu nie pozwolą. Cały dzień na wyścigach może przetrwać, nie wydając ani grosza”.

Wyścigi konne odbywają się w Warszawie od roku 1841. Aż do roku 1939 (z przerwą podczas I wojny światowej), gonitwy przeprowadzane były na Polu Mokotowskim, początkowo w części zwanej Polem Marsowym, a następnie w rejonie obecnej ulicy Polnej. To właśnie te tory opisywali Bolesław Prus w „Lalce”, a Stefan Wiechecki (Wiech) w międzywojennych felietonach. Wyścigi, zwane wówczas Zielonym Salonem stolicy, skupiały elity, a wiele znanych osobistości miało swoje stajnie. Rozwój miasta wymusił przeniesienie toru na obrzeża. W roku 1925 zakupiono na ten cel folwark Służewiec, a zespół architektów i inżynierów pod kierunkiem Zygmunta Zyberk-Platera przystąpił do budowy nowoczesnego hipodromu. Tor został otwarty w czerwcu 1939 roku, ale wkrótce jego działalność przerwał wybuch wojny. Konie ponownie stanęły na starcie w roku 1946. Niebawem wszystkie stajnie oraz tor upaństwowiono. Mimo to w czasach PRL-u był on miejscem tłumnie odwiedzanym. Dreszczyk hazardu, przedwojenna tradycja, swoisty folklor – wszystko to sprawiało, że stanowił enklawę wolności. Dzięki przemianom ustrojowym, po 1989 roku na Służewiec powrócili prywatni właściciele. Tor jednak nie potrafi nawiązać do dawnej świetności. Nieprawidłowo zarządzany, znalazł się w kryzysie. Nadal ma jednak grono wiernych bywalców. Mityngi międzynarodowe, podczas których spotykały się konie z krajów obozu socjalistycznego, dziś należą do przeszłości. Naoczni świadkowie zwykle mówią o tych imprezach, pełnych zaciętej rywalizacji, z nostalgią. Dżokej Mieczysław Mełnicki jest prawdziwą legendą służewieckiego toru. Nie dosiada już wprawdzie koni w gonitwach, ale został trenerem. W 2003 roku jego podopieczny Joung Islander wygrał Derby.

Małgorzata Büthner-Zawadzka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *