Janusz Minkiewicz 1914–1981
Ulica Cecylii Śniegockiej

minkiewiczLekko, chwiejnie z kamratem
Szliśmy sobie Rozbratem:
Noc. W krąg domy ciosane jak klocki –
Wtem na prawo uliczka,
A na rogu tabliczka,
– Patrz! „Ulica Cecylii Śniegockiej”! […]
Ogarnęliśmy wzrokiem
Rzędy domów i okien,
Potem chwila rozwagi i oto:
– Dobrzy ludzie, nie śpijcie,
Ale nam wyjaśnijcie:
Ta Cecylia – krzyczymy – to kto to?! […]
Wreszcie, drżący z przejęcia,
Widząc „do wynajęcia”
Napis w bramie pobliskiej wiszący,
By z sumieniem mieć spokój,
Wynajęliśmy pokój
„Z wygodami” i „niekrępujący”.
Może tu dniem, czy nocką
O Cecylio Śniegocko,
Przyjdziesz, byśmy poznali już raz cię! –
Adres nasz, jak Bóg w niebie,
Nie jest trudny dla Ciebie:
Ot, Cecylii Śniegockiej 12.

Ballada o ulicy Cecylii Śniegockiej, 1939

Janusz Minkiewicz – poeta, satyryk, tłumacz – urodził się w 1914 roku w Petersburgu. W 1919 zamieszkał w Warszawie, a ze stolicą związał znaczną część swej lirycznej i satyrycznej twórczości. Zadebiutował właśnie satyrami na łamach „Cyrulika Warszawskiego” w 1927 r. Niekwestionowany talent do widzenia świata nie tylko lirycznie i poetycko, ale i z humorem, czasami nawet z dobrotliwym szyderstwem i z drwiną lub właśnie odwrotnie: z sentymentem i z patosem, które od chochlika, żartownisia nigdy jednak nie były wolne – zjednał mu czytelników i redaktorów warszawskich pism. Od 1933 roku wraz z „kolegą po humorze” – Światopełkiem Karpińskim pisał coroczną, cieszącą się ogromną popularnością „Warszawską Szopkę Polityczną”, poetycko- -prześmiewczą schedę po skamandrytach, którzy wówczas byli już uznanymi, wielu twierdzi, że „sanacyjnymi”, a więc prominentnymi poetami. Minkiewicz publikował w „ABC” i „Kurierze Porannym” (przesyłał doń korespondencje z Londynu i – do „Kuriera Polskiego” – felietony z olimpiady w Berlinie), a także w „Szpilkach” i „Wiadomościach Literackich”. Wszystko to były pisma „chodliwe” i z renomą. Dzięki ich szpaltom czytelnicy poznali również Minkiewicza-varsavianistę o niepoważnym jak na ten „urząd” spojrzeniu na stolicę. Taka „niepoważna” jest fraszka, a raczej ballada otwierająca niniejszy portret. Niczego bowiem nie dowiemy się o wzmiankowanej ulicy. Nie będzie opisów, lirycznych tyrad, obrazowania rodem z Mickiewiczowskiej litewskiej prowincji opisanej w „Panu Tadeuszu”, czy – bardziej wstecz sięgając: plastyczno- wspaniałego, topograficznego opisu parku, ogrodu – „Sofiówki”, pióra Trembeckiego. Nic z tych rzeczy. Mamy tylko zbudzonych w środku nocy mieszkańców owego miejsca w Warszawie, zwanego ulicą, którzy wraz z podchmielonymi kompanami próbują dociec największej, jak zda im się wówczas, tajemnicy, większej chyba nawet od definitywnego rozstrzygnięcia kwestii „bazyliszka” czy „złotej kaczki” – wielkich legend warszawskich. Mamy tylko tablicę, która budzi zachwyt i fundamentalne pytanie: kim była Cecylia Śniegocka?

Ulica Cecylii Śniegockiej. Cecylia Śniegocka była zasłużoną dla miasta warszawianką, a portret jej jest poważny, inny niż ulicy nazwanej jej imieniem, choć i ten pachnie jakąś tęsknotą i sentymentem. Działaczka oświatowa i społeczna urodziła się w Warszawie w 1862 roku, była członkinią Kobiecego Koła Oświaty Ludowej – tajnej organizacji oświatowej założonej w stolicy w 1883. Organizacja ta miała popularyzować naukę w mieście i na prowincji, wydawać elementarne książki, organizować popularne kursy wieczorowe i niedzielne, prowadzić działalność przygotowującą nauczycieli wiejskich do zawodu. Organizacja działała w Warszawie do rewolucji roku 1905. W 1894 roku Śniegocka założyła Towarzystwo Tajnego Nauczania, kształcące dzieci głównie z dzielnic robotniczych (Wola, Powiśle, Stare Miasto). Nauką tajną i nietajną objęto ich wówczas ok. 2000. Zajęcia odbywały się przede wszystkim w prywatnych mieszkaniach. Od 1905 roku Śniegocka kontynuuje, tyle że już legalną, pracę oświatową. Działa w Polskiej Macierzy Szkolnej i Towarzystwie Wychowania Przedszkolnego. Umiera w 1934 roku. Wówczas – w uznaniu niewątpliwych zasług – jej imieniem nazwana zostaje ulica w „powiślańskim” Śródmieściu, biegnąca od Rozbratu do Czerniakowskiej. Zagadka z „Ballady…” wydaje się rozwiązana, choć w kamienicy przy Śniegockiej 12 nie ma już pewnie pokoiku zajmowanego przez dwóch dziarskich i wścibskich nieco kamratów. A może są i wciąż czekają…?

Paweł Kuciński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *