Jan Lechoń 1899–1956
Pomnik Adama Mickiewicza

lechonKiedy śnieg cicho prószył zimową
pogodą
I smutnie nad dachami gasło słońce
krwawe,
Z pomnika wzniesionego za najeźdźcy
zgodą
Mickiewicz zamyślony patrzał
na Warszawę.
Owiany zimnym wiatrem wiejącym
od Wisły,
Wonią liści zeschniętych i trupiego
gnicia,
Przenikał wszystkich ludzi najskrytsze
zamysły
I mury, których nigdy nie widział
za życia.
Patrząc w Zamku królewską
potrzaskaną głowę,
W kościotrupy kościołów jak potworne
sztolnie,
Mierzył to, co zrobiło Herculanum nowe,
Które na śmierć męczeńską poszło
dobrowolnie. […]
I wtedy w sercu z brązu zadrgał wielki
temat,
Którego nikt poza nim godnie
nie wypowie
I w tym wichrze od Wisły rozpoczął
poemat:
„Warszawo wiecznie wolna. Ty jesteś
jak zdrowie”.

Wiersz dla Warszawy, 1951

„Miał lat osiemnaście, kiedy olśnił wrażliwych na poezję Polaków swoim »Mochnackim« i »Piłsudskim «” – pisał o Lechoniu już po jego tragicznej śmierci Józef Wittlin i dodawał: „Poeta, dla którego zarówno tradycja romantyczna, jak i tradycja epoki Stanisławowskiej były tradycją rodzinną. Lechoń to ostatni familiant Trójcy Romantycznej. W naszej emigracji był on jakby emisariuszem tamtej, wielkiej Emigracji. Dla jego doczesnych szczątków najodpowiedniejszy byłby cmentarz w Montmorency, o czym sam nieraz wspominał”. Wielką romantyczną tradycję daje się wyczytać z wielu wierszy autora „Srebrnego i czarnego”, w wielu jednak romantyzm oznacza jakiś smutek, jakiś tragizm, zbliżanie się i oswajanie śmierci – i to przede wszystkim, paradoksalnie – z oddali. Raz więc jest to śmierć Mickiewicza w przejmującym wierszu o tym samym tytule – i daleka („Ten księżyc który teraz nad Stambułem świeci…”), i bliska zarazem, bo do rodzinnej wieczności wprowadzająca („… patrzcie, jaki jest inny niż ten nasz znad Niemna”). Innym razem, jak w „Wierszu dla Warszawy”, jest to śmierć miasta, ale jakby wydrwiona i oszukana, także daleka tęsknotą emigranta, ale już nie odległością mierzoną w kilometrach. Oto bowiem mamy Mickiewicza nieśmiertelnego, ów „pomnik wzniesiony za najeźdźcy zgodą”. Odtąd wiersz staje się dwuznaczny.

Pomnik Adama Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu odsłonięty został w roku 1898, 24 grudnia – w stulecie urodzin poety. Zaprojektowany przez Cypriana Godebskiego, odlany został z brązu we Włoszech. Granitowy cokół projektu Józefa Piusa Dziekońskiego i Władysława Marconiego okala ogrodzenie z kutych, bogato zdobionych krat. Żelaznymi motywami ozdobiono również sam cokół, otoczony w pewnej odległości czterema zniczami, zrekonstruowanymi w 1984 roku. Pomnik wzniesiony został w wyniku ugody z rządem zaborczym, carskim. „Władze, którym w przededniu warszawskiej wizyty cara zależało na »serdeczności« w stosunkach ze społeczeństwem polskim, wyraziły swą zgodę i zezwoliły na zbieranie składek” (W. Pobóg- -Malinowski). Na czele komitetu budowy pomnika stanęli: Michał Piotr Radziwiłł oraz Henryk Sienkiewicz. Przez socjalistów uroczystość odsłonięcia, zresztą bardzo w stosunku do pierwotnego programu okrojona, została uznana za hańbę. Józef Piłsudski, zwracając się do ugodowców, pisał, że „jeśli chcą, »to mogą oddawać cesarzowi co cesarskie, w innej chwili i gdzie indziej, a nie u stóp tego, który miał mu (cesarzowi) do oddania tylko głęboką nienawiść i tę nienawiść, jako święte uczucie, przekazał i wpoił w miliony naszego narodu«” (W. Pobóg- -Malinowski). Pomnik ten jednak przez następne dwadzieścia lat stał się jednym z niewielu realnie istniejących symboli patriotycznego ducha zniewolonych Polaków, a w przywołanym wierszu Lechonia jakby „wspominał” historię podziałów politycznych i społecznych, których wieszcz był świadkiem – tych przeszłych, ale także przyszłych: „I jako Bóg w dzień Sądu mieczem Archanioła, Wodząc wieszczą swą ręką na lewo i prawo, Oddzielił tych, co milcząc nie ugięli czoła, Od tych, co są narodu skorupą plugawą”. Bo prawdziwym kontekstem tych słów jest historia samego pomnika. Mickiewicz w wierszu Lechonia przetrwał wbrew historii zrujnowanego miasta, o którym opowiada poeta. Zniszczony po powstaniu warszawskim pomnik został odsłonięty ponownie 28 stycznia 1950 roku. „Wiersz dla Warszawy” datowany rok później mówi po raz kolejny o Polsce – już nie carskiej jednak, ale „ludowej” – tak samo podzielonej i zniewolonej, tej, która znowu „za najeźdźcy zgodą” upamiętnia wielkiego poetę. A historia się powtarza: „Warszawo wiecznie wolna. Ty jesteś jak zdrowie!”…

Paweł Kuciński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *