Hanna Krall ur. 1937
Ulica Miła

krall-pSzóstego maja przyszedł do nas Anielewicz z Mirą. Mieliśmy odbyć jakąś naradę, ale właściwie nie było już o czym mówić, więc on się położył spać, ja się położyłem spać, nazajutrz mówię: „Zostańcie, co będziecie wracali”, ale on chciał iść. Odprowadziliśmy ich, a na drugi dzień ósmego, poszliśmy do bunkra na Miłą 18, była już noc, wołamy – nikt się nie odzywa, w końcu jakiś chłopak mówi: „Nie ma ich. Popełnili samobójstwo”. Zostało jeszcze parę osób i te dwie dziewczyny, te prostytutki. Zabraliśmy ich i jak tylko wróciliśmy, okazało się, że jest już Kazik z aryjskiej strony z kanalarzami i że będziemy wychodzić.

Zdążyć przed Panem Bogiem, 1977

Opublikowana w 1977 roku książka „Zdążyć przed Panem Bogiem” jest autorskim zapisem rozmów prowadzonych z Markiem Edelmanem, lekarzem i ostatnim żyjącym dowódcą powstania w getcie warszawskim. Tytuł tej książki ma wymowę symboliczną, która opiera się na jednostkowej próbie przechytrzenia Boga odbierającego ludziom życie. Książka ta otwiera w pisarstwie Krall rozdział tematyki żydowskiej, którą autorka kontynuuje w takich utworach, jak: „Sublokatorka”, „Hipnoza”, „Okna”, „Taniec na cudzym weselu”, „Dowody na istnienie”, „Tam już nie ma żadnej rzeki” czy „To ty jesteś Daniel”. Głównym motywem jest w nich splątanie losów ludzkich; większość opowieści dotyka problematyki poszukiwania tożsamości bądź skomplikowanych historii polsko-żydowsko- -niemieckich, związanych przede wszystkim z II wojną światową i latami powojennymi, ale także nierzadko sięgających głębiej w historię opisywanych rodzin lub miejscowości. O twórczości tej pisarki tak wypowiedział się Michał Głowiński: „Niezwykle cenię twórczość Hanny Krall, choć to pisanie w pewnym sensie ozdobne. Za największy walor jej tekstów w ostatnich kilkunastu latach uważam to, że ona umie opowiadać ludzki życiorys, a więc uprawiać swoisty rodzaj biografistyki. Hannę Krall podziwiam za to, że ona potrafi wejść w najróżniejsze biografie – od najprostszych ludzi do Reicha-Ranickiego”. Jego zdaniem, pisarka mówi o prawdziwych faktach i prawdziwych ludziach, korzystając przy tym z metod wypracowanych w obrębie fikcji literackiej. Tak powstaje, zdaniem badacza, reportaż literacki, którego innym przedstawicielem w polskiej literaturze jest Ryszard Kapuściński. Anka Grupińska zwraca uwagę na fakt, że w rozmowie z Hanną Krall i we wszystkich następnych rozmowach Marek Edelman wypowiada się w tonie deheroizującym: „Jego opowiadanie o powstaniu w getcie zawsze niesie jakąś historię o skrzelach malowanych na czerwono. Gdyby nie ten deheroizujący ton, gdyby nie »Zdążyć przed Panem Bogiem« – podejrzewa – że jej pokolenie, [pokolenie urodzonych po wojnie – przyp. autora] nigdy nie usłyszałoby ostatniej historii”. Michał Głowiński przypomina zaś, że ten nurt deheroizujący wychodzi od Gombrowicza i ma swoje ważne miejsce w polskiej kulturze. Deheroizacja, jego zdaniem, to polemika z tradycją romantyczną, z tradycją mitu legionowego, a pośrednio i z tradycją nacjonalizmu. Kiedy w latach 60. komuniści chcieli pokazać, że są stąd, że oni są dobrzy Polacy, uderzyli w sztukę deheroizującą – atakowali Munka, Wajdę za „Popioły”, no i naturalnie Mrożka. Należy pamiętać, że sposób opowiadania Marka Edelmana stał się wzorem dla wielu pisarzy opowiadających zarówno swoje, jak i cudze historie. Tak tłumaczy to Głowiński: „Opowieść Edelmana o nim samym – jest opowieścią o doświadczeniu zbiorowości, do której należał. Marek Edelman ciągle przedstawia raport, coraz częściej składający się z wyszukiwanych szczegółów pamięci, bo do tego skłaniają go jego rozmówcy. Mówi o rzeczach, o zdarzeniach, które dotyczą wszystkich. A jeśli mówi o sobie, to tylko wtedy, kiedy jego doświadczenie jest ilustracją dla doświadczeń innych”. Ulicy Miłej, na której rozegrały się tragiczne wydarzenia opisywane przez Edelmana i Krall, poświęcił jeden ze swoich utworów poetyckich Władysław Broniewski. Jego wiersz „Ulica Miła” pochodzi z powstającego w atmosferze ogólnoeuropejskich protestów antyfaszystowskich tomu „Krzyk ostateczny”, wydanego w 1938 roku. Maria Janion napisała o „Ulicy Miłej”, że w tym wierszu „dawna wizja miasta nabrzmiałego bólem i rozpaczą powraca teraz obrazem nędzarskiego bytu biednych, małych, umęczonych ludzi, których tak dobrze znamy z powieści dwudziestolecia”. A oto fragment utworu: „Ulica Miła wcale nie jest miła. Ulicą Miłą nie chodź moja miła. […] W suterenie pogrzeb. Niedobrze. Na parterze płacze wdowa po fryzjerze. Na pierwszym piętrze – plajta, komornik. A na drugiem służąca otruła się ługiem. Na trzecim piętrze rewizja – mundurowi, tajniacy. Na czwartym czytają »Kurier Warszawski« – »poszukiwanie pracy«. Na poddaszu dziewczyna dziecko dwudniowe zabiła. Miła ulica. Ulica Miła. […]”.

Ulica Miła biegnie od ulicy Zamenhofa do Esperanto. W XVIII wieku została zabudowana 11 drewnianymi dworkami, usytuowanymi wśród ogrodów i otrzymała nazwę Miłej. Od ok. 1840 roku zamieszkana była głównie przez proletariat żydowski. Około roku 1845 mieściła się tu garbarnia białoskórnicza L. Perlmuttera. W czasie okupacji Miła znajdowała się w obrębie getta. 8 maja 1943 roku podczas końcowych walk w getcie Niemcy otoczyli centralny bunkier Żydowskiej Organizacji Bojowej znajdujący się pod domem nr 18, w którym ukrywało się około 100 uczestników akcji zbrojnej i ludność cywilna. W bunkrze, po wyczerpaniu możliwości obrony, popełnił samobójstwo Mordechaj Anielewicz, komendant ŻOB, oraz jego współbojownicy. W roku 1943 zabudowa ulicy została całkowicie zburzona. Po wojnie Miłą poszerzono i zabudowano domami osiedla Muranów. U zbiegu Miłej i Zamenhofa znajduje się kamień upamiętniający zdarzenia 8 maja 1943 roku.

Katarzyna Bojarska
Paweł Stangret

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *