Antoni Słonimski 1895–1976
Ulica Franciszkańska

slonimski-pDziś, gdy wspominam ten Paryż Północy, widzę ciemne ulice pokryte kocimi łbami, cuchnące moczem końskim. Ciągną po tych ulicach smrodliwe wozy ze śmieciami. Wiatr roznosi te perfumy warszawskie od nędzy Powiśla do straszliwych klatek napełnionych ludzką niedolą na Franciszkańskiej, Dzikiej, Krochmalnej. Przewiewa ten wiatr nad skrawkiem centrum miasta, gdzie parę nocnych knajp i eleganckich magazynów tworzy ułudę europejskości. Uderza wschodniość pejzażu warszawskiego; przypomina mi główną ulicę w Mukdenie oglądaną niegdyś w fotoplastykonie „Terra” na Niecałej.

Wspomnienia warszawskie, 1957

 

Autor „Wspomnień warszawskich” (1957) i „Alfabetu wspomnień” urodził się w 1895 roku w Warszawie. W 1918 z grupą poetów, nazwaną później skamandrytami, zainicjował działalność kawiarni „Pod Pikadorem”. Oprócz „Skamandra” współpracował z „Pro arte et studio”, „Cyrulikiem Warszawskim” i „Wiadomościami Literackimi”, gdzie miał kilka stałych rubryk, w tym „Kronikę Tygodniową”. II wojnę światową spędził na emigracji. Wówczas powstały „Alarm”, „Popiół i wiatr”. W 1951 roku wrócił na stałe do kraju, do Warszawy. Roman Loth pisze: „Miastem Słonimskiego była Warszawa. […] Z lat najwcześniejszych pamiętał Warszawę rosyjską, młodość i męską dojrzałość przeżywał w mieście już wolnym. […] Z wojennej tułaczki powrócił do miasta o tej samej nazwie, ale zupełnie innego. Tamtej dawnej Warszawie poświęcił garść wierszy, poemat »Popiół i wiatr«, »Wspomnienia warszawskie«; jej świadkiem są nade wszystko pisane na bieżąco, przez wiele lat, »Kroniki Tygodniowe«. Więc również z tematu jest Słonimski pisarzem warszawskim, więcej, jednym z najsilniej ze stolicą związanych”. Sytuacją wyjściową „Wspomnień warszawskich” jest powrót do miasta, które zostało zburzone. Przeszłość, której zmienione obrazy nie ewokują, zastępuje wspominanie – to ono wyprowadza z ruin architekturę dzieciństwa i uruchamia w niej dawne życie. Ale Słonimski zdaje sobie sprawę, że właściwe dla wspomnień jest dodawanie „polichromii i upiększeń”. Obok pięknych fasad kamienic była też i bieda mieszkań, do których chodził jego ojciec-lekarz. Korzystając z doświadczenia indywidualnego, chce odnaleźć prawdę o czasach, w których żył. Objaśnić je słuchaczowi, ale i sobie same- mu – czyli jakby wyposażyć dzieciństwo w komentarz stawiający wspomnienia w innym świetle. Spaja te tendencje chęć oddania budzącej sentyment atmosfery miasta. Posłużono się w tym celu słowami- -wytrychami zaplątanymi w narrację – nazwy administracyjne, dokładne umiejscowienie domów czy lokali przy warszawskich ulicach, posługiwanie się szyldami sklepów czy łaźni w sposób, jakby kod ten był znajomy odbiorcy, bardzo silnie oddaje koloryt miejsca i czyni je dla czytelnika bardziej naocznym. Cukierenki dzielnicy żydowskiej i zakład cukierniczy otworzony na rogu Niecałej, szkoła Kreczmara, zapach kadzideł i naftaliny w kościele św. Antoniego na Senatorskiej, opera, cyrk, papierosy „Renoma”, łaźnie u „Fajansa” albo „Pod Messalką” itd., itd. składają się na „pełen sentymentu i humoru obraz dawnej Warszawy”, jak to określił Stanisław Lichański. Ale są to elementy zarówno czasów, jak i przestrzeni, których nie ma, gdy patrzy się na poranioną Warszawę, obserwując, jak powstaje nowa architektura miasta na miejsce tamtej i jak razem z nią buduje się atmosfera nowych czasów. Nie należy pozwolić, by „niejedną prawdę smutną i gorzką przesłaniać żywymi barwami naszej młodości i względną beztroskę życia jednej grupy społecznej przyjmować za obraz całego społeczeństwa” – napisał we „Wspomnieniach warszawskich”. Pamięć o „Warszawie Pogodnej” musi zostać zweryfikowana. Ewa Pytasz, analizując poemat „Popiół i wiatr”, napisała: „najwęższy krąg przestrzeni intymnej otacza krąg szerszy […] wyznaczają go punkty graniczne: Krakowskie Przedmieście, Mazowiecka, Złota, Żurawia, Narbutta, Smolna, Ogród Saski. […] pojawia się w »Popiele i wietrze« i przestrzeń obca, nie mniej ważna, zewnętrzna wobec punktów orientacyjnych, zakreślających krąg towarzyski, opisywana jest w barwach ciemnych, ponurych, przestrzeń nędzy warszawskiej – to przedmieścia miasta, dzielnica Wola, Bródno, ulice Gęsia, Browarna – »głębie ciemne, smrodliwe ludzkiego śmietnika«”. Można też uwzględnić tu pojęcie „domowej ojczyzny” Konrada Górskiego, aby pokazać, że ulice: Krochmalna, Franciszkańska czy Dzika zawsze pozostaną opozycją do Niecałej, przy której mieścił się dom Słonimskich. Ale i te zostają przecież zmitologizowane.

Ulica Franciszkańska, położona między Nowym Miastem a Śródmieściem, zamieszkiwana była głównie przez ludność żydowską. Jedna z najbiedniejszych, miała jednak w swojej historii miejsca reprezentatywne: kościół franciszkański i klasztor na rogu z Zakroczymską czy pałac Małachowskiego. Wielokrotnie niszczona, nie ma obecnie starej zabudowy. Architekturę ulicy Dzikiej w Śródmieściu jeszcze w 1770 r., kiedy nadawano nazwę, stanowiły wilgotne glinianki. Później mieszkali tam robotnicy, kamieniarze. Na ulicy Krochmalnej mieściły się 4 browary, 2 gorzelnie i fabryka krochmalu. W XVIII wieku była granicą Warszawy. W dwudziestoleciu międzywojennym mieszkali tam Żydzi. Zła sława tych ulic kontrastuje w twórczości Słonimskiego z aurą ulicy Niecałej. Zamieszkiwali tu aktorzy, śpiewacy, literaci. Były przy niej ulokowane redakcje pism i fotoplastykon „Terra”, o którym wspomina Słonimski. W 1944 roku Niemcy spalili ulicę i wymordowali mieszkańców. Dziś do Niecałej zalicza się także rozgałęzienia w stronę Senatorskiej.

Katarzyna Tokarska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *