Anna Bolecka, ur. 1951 – Dom Wedla

BOLECKAPatrzyła przed siebie, gdzie na końcu ulicy stała wysoka secesyjna kamienica, jedna z nielicznych, które ocalały – dom Wedla. Perspektywa zakłócona była brzydkim pawilonem przy Przeskok, na którym umieszczono gigantyczną reklamę, prawie przesłaniającą okazałą kamienicę przy Szpitalnej. Kto pozwala tak szpecić to miasto, pomyślała i chwila radości, że ten dom, na końcu ulicy, wciąż jeszcze stoi – została zmącona. Tę kamienicę, która powstała pod koniec XIX wieku, projektował pradziadek Ludwiki. Człowiek, którego nie znała, ponieważ umarł w 1904 roku. Przechodząc obok sklepu Wedla, spojrzała w okna na parterze. Wewnątrz była cukiernia, którą także zaprojektował niegdyś jej pradziad, i nadał jej nazwę „Staroświecka”. Podawano tam gorącą czekoladę. Dziś też, w dwóch salonikach – czerwonym i zielonym – podaje się czekoladę, przypomniała sobie i fakt ten zdziwił ją tak bardzo, że zatrzymała się nagle. Jakaś kobieta idąca za nią obejrzała się z pobłażliwym uśmiechem. Więc w tym dziwnym mieście, którego nie ma, choć przecież jest, stoi dom, gdzie niezmiennie od stu lat podają gorącą czekoladę.

Concerto d’amor, 2004

Powieść Concerto d’amor ukazała się w roku 2004 nakładem wydawnictwa W.A.B. w Serii z zegarkiem (seria poświęcona „polskim powieściom o przykuwającej uwagę i ciekawie opowiedzianej fabule, a zarazem takim, które poza interesującą historią mówią coś ważnego o nas i naszych czasach”). Jest to piąta z kolei książka autorki po debiutanckiej powieści Leć do nieba (1989), Białym kamieniu (1994), Kochanym Franzu (1999) i powieści dla młodzieży pt. Latawce (2002). Za swoją twórczość autorka była wielokrotnie wyróżniana, m.in. nagrodą im. Stanisława Reymonta, tytułem „Najlepszej Książki Października 1999” Warszawskiej Premiery Literackiej, nagrodą PEN Clubu.

Concerto d’amor jest opowieścią o… miłości. Ale opowieścią, której nie można nazwać po prostu romansem, przekracza bowiem schematy tego gatunku. Podzielona na trzy części, opowiada kolejno: losy dojrzałego mężczyzny poszukującego prawdziwej miłości, ale wikłającego się w kolejne romanse z młodymi kobietami; dzieje niezwykle inteligentnej i błyskotliwej kobiety, próbującej uporządkować swoje życie; aż wreszcie niezwykłą historię ich spotkania. W opowieść tę wplecione są licznie rozważania nad sensem ludzkiego życia, miejscem człowieka w historii, rolą przeznaczenia, przypadku.

Iwona Smolka stwierdza: „Wiele w tej powieści niedopowiedzeń, koniecznych znaków zapytania. Ta historia miłości jest bowiem opowieścią o dociekaniu tajemnicy, zastanawianiem się nad rolą przypadku i istnieniem przeznaczenia.” (z noty na okładce).

Wątek pradziada Ludwiki, znanego architekta, jest jednym z motywów autobiograficznych w powieści, a sama autorka tak opowiadała o nim w rozmowie z Remigiuszem Grzelą: „Mój pradziad zaprojektował wiele pięknych kamienic. Wszystkie charakteryzowały się wieżyczkami na dachu. Nazwano to stylem Braumana, od jego nazwiska. Zachowały się zdjęcia i nieliczne domy, które nie uległy całkowitemu zniszczeniu. Na przykład Dom Wedla przy Szpitalnej. Z tym domem wiąże się pewna historia. Bardzo lubiłam chodzić do cukierni, która mieści się na parterze tej kamienicy i pić prawdziwą gorącą czekoladę, którą tam podają. Lubi to też moja córka. Ostatnio dowiedziałam się, że cukiernia ta, zwana kiedyś <<Staroświecką>>, została zaprojektowana przez architekta, który projektował ten dom, czyli mojego pradziada. Podawano tam gorącą czekoladę. Było to w latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia. A zatem przeszło sto lat przetrwało to miejsce, wciąż takie samo, tak samo umeblowane starymi meblami, w Warszawie, w tym mieście, które prawie całkiem zostało zrujnowane i gdzie, niestety, nie kultywuje się przeszłości”.

Akcja powieści rozgrywa się w Warszawie. Bohaterowie nie lubią tego miasta, podobnie jak nie godzą się na własne życia. Każde z nich ma jednak swoje ulubione miejsca, swoją Warszawę. Codziennie przemierzają warszawskie ulice, mijają te same budynki, by wreszcie spotkać się ostatecznie… w podwarszawskiej miejscowości.

O swoim stosunku do Warszawy Bolecka mówi natomiast: „Nie lubię tego miasta, ale jednocześnie czuję się jakoś odpowiedzialna za to, co się tu dziś dzieje. Przyglądam się wszystkim tym miejscom, które były dotąd puste lub porośnięte chwastami. Jestem nieufna, kiedy widzę, że miejsca te zostają otoczone byle jakim płotem, a za nim kopią wielką dziurę. Wiem, że niedługo będzie tu dom, jeszcze brzydszy niż te wokół. Boję się tych zmian. Wolę, żeby nadal pleniły się chwasty. To bardziej odpowiada temu, co stało się tutaj wiele lat temu. To jest przecież miasto umarłych i ruin. Naprawdę autentyczna jest, być może, tylko kanalizacja, bo nie została zniszczona i do dziś korzystamy z dawnych kanałów. Reszta wydaje mi się smutną atrapą.”

Dom Wedla to secesyjna kamienica przy ulicy Szpitalnej 8. Na tabliczce umieszczonej przy wejściu jest następująca informacja: „Kamienica Emila Wedla. Wzniesiona w 1893 r. dla właściciela znanej fabryki czekolady, proj. Franciszek Brauman. Eklektyczna, z dekoracją nawiązującą do renesansu włoskiego i francuskiego. Jedna z nielicznych zachowanych kamienic rezydencjonalnych z końca XIX w.” Od grudnia 1894 roku mieści się tam „Staroświecki Sklep” oraz pijalnia czekolady. Pamiętają one takich bywalców, jak Prus, Sienkiewicz, Szymanowski czy Iwaszkiewicz, który wspominał „białe pomadki, specjalnie pociągające swym zapachem” i przede wszystkim „atłasowe bombonierki, które wydawały mi się największymi cudami sztuki”.
Emil Wedel przeniósł tam założoną przez jego ojca w 1851 roku fabrykę słodyczy. Po 1930 roku produkcję przeniesiono do budynku przy ul Zamoyskiego na Pradze. To właśnie Emil zainicjował oznaczanie wyrobów Wedla własnym podpisem, tak doskonale dziś znanym.

Paulina Kierzek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *