Agnieszka Osiecka 1936–1997
Ulica Próżna

OSIECKA_POPPosłuchaj pan, panie podróżny,
co się zdarzyło na Próżnej:
Żyła tam Jagna, dobra i czysta,
i chodził do niej Jan kancelista,
akurat to była niedziela,
kręciła się karuzela.
Zabrał tam Jagnę kochanek czuły
i całkiem zmącił jej miły umysł.
Oczy tej małej jak dwa błękity,
myśli tej małej – białe zeszyty.
A on był dla niej jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł.
A lato, jak bywa w Warszawie,
młodym służyło łaskawie.
On ją zabierał nieraz na łódki,
a ona jego leczyła smutki.
Posłuchaj pan, panie wędrowny:
nastał ten dzień niewymowny,
odszedł bez słowa kochanek podły,
na nic się zdały płacz jej i modły.

Oczy tej małej, 1986

Utwór „Oczy tej małej” Agnieszka Osiecka napisała jako jeden z songów do przedstawienia „Sztukmistrz z Lublina”, którego premiera odbyła się w 1986 roku, w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu. Muzykę skomponował Zygmunt Konieczny. Spektakl wyreżyserował Jan Szurmiej, był on także (wraz z Michałem Komarem) autorem libretta, na motywach powieści Isaaca Bashevisa Singera. „Sztukmistrz…” w tej adaptacji grany był również w innych polskich teatrach, ale piosenka i tak zaczęła żyć własnym życiem. Stała się jednym z niezapomnianych przebojów krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Funkcjonuje czasem pod nazwą „Białe zeszyty”. Do najbardziej znanych wykonawców utworu należą: Anna Szałapak, Magda Umer oraz zespół Raz, Dwa, Trzy. W piosence „Oczy tej małej” pojawia się tak częsty w twórczości Osieckiej obraz kobiety porzuconej, oszukanej czy zdradzonej przez kochanka. Zrozpaczona Jagna popełnia samobójstwo, ale „Bóg jej wybaczył czyny sercowe /i lody podał jej malinowe”. Nad niewiernym kochankiem ciąży natomiast groźba: „Bóg cię pokarze swą nieczułością/ za to, żeś gardził ludzką miłością”. Dramat uczuć staje się okazją do stawiania pytań o grzech i sprawiedliwość. Motyw kobiety zawiedzionej odnajdziemy też w piosence „Małgośka”, której początkowe słowa „To był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem” przywołują klimat ulubionej dzielnicy Osieckiej. Cytat z utworu znalazł się na tablicy pamiątkowej, umieszczonej na domu przy ulicy Dąbrowieckiej 25, w którym poetka mieszkała. Agnieszka Osiecka napisała około dwóch tysięcy piosenek. Jedne wzruszały, inne bawiły, jedne były wyrazem pokoleniowych rozterek, inne ocalały od zapomnienia to, co przemija. Wszystkie miały wdzięk i charakter, jak ich autorka. Anna Bikont rozważała: „Może to z galicyjskich opowieści ojca Wiktora Osieckiego, wychowanego w Wiedniu i Lwowie, zrodziło się wyczulenie Osieckiej na świat, którego już nie ma. Uszczęśliwiła ją propozycja Jana Szurmieja napisania tekstów do spektaklu »Sztukmistrz z Lublina« dla Teatru Współczesnego we Wrocławiu. Mówiła, że czuła od dawna bliskość Singera, jakby był jej wujkiem czy dziadkiem”. Sama Osiecka pisała: „A muszę wyznać, że w ogóle paliłam się do tej pracy. »Sztukmistrz« fascynował mnie od dawna i w bezczelności swojej uważałam, że jego życie to jest moje życie, a jego zwady z Bogiem, to są moje zwady”. Magda Czapińska opowiadała o poetce następującą historię: „Jesteśmy w kawiarni. Nagle Agnieszka zbladła. Boże, co się stało? Za tobą siedzi para. On z nią chyba zerwał, bo ona płacze. W oczach Agnieszki też łzy. Przeżywała z innymi, a potem tworzyła świat oberwańców, Małgosiek, dojeżdżających chłopaków, wariatek”. Maria Janion twierdziła: „To była ostatnia romantyczka w piosence”. Irena Szymańska podsumowała: „Paradoks polegał też na tym, że znakomite piosenki Agnieszki bywały szalenie liryczne i sentymentalne. Można by odnieść wrażenie, że w nich jej kobiecość manifestowała się pełniej niż w życiu. Sama zresztą w jakimś wywiadzie przypomnianym przez Magdę Umer w świetnym, pośmiertnym przeglądzie jej piosenek na Festiwalu Opolskim pt. »Zielono mi…« powiedziała, że »Nie bardzo umiała ustawić się w życiu, ale umiała ustawić się w swojej pracy«. Jej piosenki to rewelacja. Nie najsłuszniej zresztą położyłam akcent tylko na ich liryzm i romantykę, bo przede wszystkim trzeba powiedzieć, że były różne: podkreślić ogromną skalę wyrażanych w nich uczuć i nastrojów”.

Ulica Próżna wiedzie od ulicy Zielnej do placu Grzybowskiego. W połowie XVIII wieku prowadziła od obecnego placu Dąbrowskiego do ulicy Zielnej i zwana była Ogrodową; dopiero w roku 1770 nazwana została Próżną, od niezabudowanego odcinka między ulicami Marszałkowską i Zielną. Pod koniec XIX wieku przedłużono ją do placu Grzybowskiego i rozpoczęto zabudowę według projektu Franciszka Braumana. Mieli tu swoje domy znaczni Żydzi, m.in. Zalman i Rywka Nożykowie, fundatorzy synagogi przy ulicy Twardej. W roku 1904 ulica Próżna była miejscem manifestacji Bundu, a także zwolenników PPS. W okresie międzywojennym otwarto tu wiele sklepów żelaznych. We wrześniu 1939 roku spłonęły fragmenty czynszowej zabudowy. Ulica została częściowo włączona do getta. Podczas powstania warszawskiego toczyły się tu zaciekłe walki, mimo to niektóre domy ocalały. Po wojnie miejsce znów zasłynęło jako „zagłębie śrubek” i wszelkich żelaznych elementów. Próżna to jedyna ulica w Warszawie, która przywołuje klimat przedwojennej dzielnicy żydowskiej. Pojawiły się plany przywrócenia jej dawnego charakteru, nie tylko na czas festiwali żydowskiej kultury. Zabytkowe kamienice czekają na renowację.

Małgorzata Büthner-Zawadzka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *